Założyłam sukienkę i z ręcznikiem w ręku poszłam do domu Pani Garbe.
Nie było jej w domu. Nic nowego. Weszłam do środka. Powiesiłam ręcznik na suszarce i skierowałam się do swojego pokoju. Wzięłam czystą bieliznę i przebrałam się. Potem nie miałam nic ciekawego do roboty.
Wyszłam z domu. Zaszłam do ogródka i zerwałam bukiet kwiatów. Poszłam ścieżką prosto w stronę ruin mojego rodzinnego domu. Po drodze zobaczyłam rudą wiewiórkę przy drzewie. Patrzyła się na mnie ciekawa.
Uśmiechnęłam się i poszłam dalej. Powoli zaczęłam zbliżać się do tak znanych mi ruin.
Weszłam po starych i ocalałych schodkach i poszłam do miejsca gdzie były resztki kominka. Usiadłam tam i oparłam się o niego. Położyłam kwiaty obok i zamknęłam oczy. Tęskniłam za rodziną ale tęsknota i zamknięcie się w sobie nie w zruciło by im życia. Jedyne co mogę robić to żyć aby w końcu spotkać się z nimi po drugiej stronie.
Westchnęłam i otworzyłam oczy.
-Witajcie kochani. Piękny mamy dziś dzień doprawdy? Tęsknie za wami.. kiedyś się jeszcze spotkamy.-mówiłam na głos.
Czułam się tak jakby moi bliscy tu byli i wysłuchali mnie. Zawsze byli przy mnie. Kochali mnie i dbali bym była bezpieczna. Nawet po ich tragicznej śmierci czuwali nade mną. Kiedyś się jeszcze z nimi spotkam a na razie obiecałam sobie i im.. ze będę żyła jak najlepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz