Uśmiechnąłem się pod nosem i zeskoczyłem z drugiej strony drzewa. Od razu puściłem się w bieg. Biegnąc tak między przerzedzającymi się drzewami (celowo kierowałem się na polanę) zauważyłem stojący samochód Elise. Niech to szlag, wróciła! Natychmiast musiałem skierować kundla jak najdalej od niej.
Jednak siły powoli mi się kończyły, a musiały jeszcze starczyć na walkę. Stanąłem na środku polany, odwróciłem się i uchyliłem się w tym samym momencie, w którym wilk nade mną przeleciał. Odwróciłem się i zmierzyłem go spojrzeniem. Będzie ciężko - pomyślałem i w tej samej chwili ruszyłem do przodu równocześnie z nim.
Gdy się zderzyliśmy, rozległ się okropny huk. Postanowiłem chwycić go w pewne miejsce tak, żeby stracił przytomność, ale nie umarł. Słyszałem wycie innych wilków, ale teraz musiałem sobie radzić sam. Próbowałem dosięgnąć tego czułego punktu pod szyją, niestety oczywiście on nie ułatwiał mi tego. Zaczęliśmy się tarzać po trawie, a jego zębiska kłapały parę centymetrów od mojej twarzy. Uderzyłem go w bok, tak, że przeleciał parę metrów, jednak wcześniej przeciął mi wszystkimi pazurami całą rękę. Pięć czerwonych wyżłobień ciągnęło się od barku, po nadgarstek, jednak nie miałem czasu się nimi przejmować, bo walczyłem o życie. Wilk znów zaatakował sięgając mi do głowy, prawdopodobnie po to, by mi ją oderwać, ale zasadziłem mu mocnego kopa w brzuch. Przez chwilę skomlał, ale znów rzucił się do ataku...
I wtedy między drzewami pojawiła się drobna postać krzycząca moje imię. Nie miałem wątpliwości kto to.
- ELISE UCIEKAJ!! - wrzasnąłem, wiedząc, że kundel i tak już ją wyczuł. Odwrócił się ode mnie i patrzył na nią przez parę sekund. Ślina skapywała mu z pyska na trawę, a on ciężko dyszał. I gdy już miałem trafić, puścił się przed siebie. Elise odwróciła się i zaczęła biec, ale wiedziałem, że szybciutko ją dogoni. Wykrzesałem resztki sił i puściłem się za nim w szaleńczą pogoń. Modliłem się, abym zdążył. Elise skręciła w kierunku rzeki i odbiła do piętrzących się skał. I wtedy zamarłem. Wilk rzucił się na nią, tak, że uderzyła o jedną z nich tracąc przytomność. Nie wiem co się ze mną stało, ale tak się wkurwiłem, że uderzyłem go w bok z całej siły. W ostatniej chwili, zdążył rozdrapać całą pierś. Jęknąłem cicho i pochyliłem się. Usłyszałem jak z głuchym stukotem uderza o skałę. Po chwili zbiegły się wilki. Isaac przemienił się znowu w człowieka, kuląc się i jęcząc na skale. Pozostali zrobili to samo. Większość wzięła go na ręce, a jeden podszedł do mnie.
- Dasz sobie rady Black? - spytał.
Pokiwałem głową.
- Zaraz wrócimy - rzucił i odbiegł.
Przerażony popatrzyłem na Elise i pochyliłem się nad nią ściągając koszulę.
Miała poważną ranę na ramieniu. Przyłożyłem do niej zwinięty materiał i modliłem się, aby nic groźniejszego jej nie było. Czułem, że zaraz zapadnę się w okropnie długą śpiączkę, jednak postarałem się bardzo i wziąłem ją na ręce. Ruszyłem do domu z bijącym sercem. Oby przeżyła... oby przeżyła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz