Siedziałam wtedy w barze kiedy.. poznałabym go nawet gdyby minęło kilak lat. Podszedł do mnie mój niedoszły mąż.. Dymitr.
-El? Co ty tu robisz?-zapytał.
Widziałam że jest pijany ale ja też trzeźwa nie byłam.
-Świętuje a ty?
-Też świętuje.. idziesz ze mną? Impreza jest na górze.
Poszłam z nim chwiejnym krokiem. Dopiero jak wstałam od baru uświadomiłam sobie ze za dużo wypiłam.
***
Za dużo wtedy wypiłam?! To było nic.. z tym co wypiłam i zrobiłam na imprezie z tymi chłopakami.. i Joelem. alkohol.. zamącił mi w głowie.. i po prostu.. nie wiem co się stało.
Alkohol.
Muzyka.
Wszystko to sprawiło że bawiłam się na prawdę zajebiście.
Nie zważałam na żadne kłopoty i problemy. Bawiłam się na prawdę dobrze. Przyniosłam ze studia kilka pięter wyżej trochę akcesori. Zaczęłam się wraz z tymi dziewczynami wygłupiać.
Założyłam takie śmieszne uszy. Jan by mnie zabił gdyby zobaczył co robię. Nie chodziło już o te rzeczy.. bo przecież ich nie zniszczymy.. tylko o to ze jutro miałam kolejną sesję a zamiast odpoczywać imprezowałam.
-Kicia! Choć tu na kolanka!-krzyknął jakiś kolega Joela.
-Hello! czy te uszy ci na kocie wyglądają?-zaśmiałam się.
Wszyscy zaczęli się śmiać a ja nadal stałam w tych uszach.
-Jestem myszą! Kretyn!-powiedziałam.
***
Powoli z imprezy odpadali wszyscy i zostałam tylko z Joelem. Opowiadaliśmy sobie o tym co nas spotkało nie przestając pić aż.. w końcu urwał mi się film.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz