***
Rano kiedy sie obudziłam zobaczyłam ze jestem w swoim pokoju. Szybko się wykąpałam i przebrałam a zajęło mi to może z 10 minut a potem pobiegłam do Christiana. Nie myślałam nawet o tym by coś zjeść. Nie miałam apetytu. Nie mogłam jeść mając świadomość że obok leży nieprzytomny Christian i walczy o życie. Wolałam sie zagłodzić. Mało także spałam a kiedy już mi sie udało zasnąć niedługo potem sie budziłam. Szkołę też olałam. Ważniejszy był Christian. Jak wyzdrowieje wrócę do normalnego trybu życia. Wszystko bedzie dobrze. Niestety uzdrawianie go strasznie mnie osłabiało. Za każdym razem traciłam przytomność oraz miałam krwotoki z nosa. Jednak nikomu o tym nie mówiłam. Udawało mi sie to ukrywać.
Teraz właśnie siedziałam przy Christianie.

Skupiłam się ze łzami w oczach i zaczęłam go uzdrawiać.
Czułam jak moc przepływała ze mnie. Przyjemne pieczenie w dłoniach które trzymałam na ranie nagle przerodziło sie w niemiłosierny ból. Zemdlałam.
***
Ocknęłam sie na podłodze. Czułam coś mokrego przy nosie. Przetarłam sobie dłonią. Krew. wspaniale! Znowu! Wytarłam sobie ją chusteczką. Kręciło mi sie w głowie i miałam mdłości. Norma. Za każdym razem jak przeciążałam dar tak miałam. Ostrożnie drżąc położyłam sie obok Chrisa i wtuliłam się w niego delikatnie. Byłam strasznie osłabiona. Zasnęłam wyczerpana...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz